Posiadam jednego GlamBoxa, jednak jego otwieranie jest tak ciężkie i niewygodne, że rzadko z niego korzystam. Zpalette urzekła mnie tym, że jest na magnes i co najważniejsze posiada "okienko", dzięki któremu widać co jest w palecie. Skusiłam się na początek na małą czarną wersję ze sklepu everydaymakeup.
Zamykana jest na silny magnes, przez co na pewno nie otworzy się w kosmetyczce.
A w paletce zamieszkał Benefit, który przeniosłam z 2 pudełek (Cabana Glama i Tropicoral), które ze względu na opakowanie były niewygodne w używaniu.
Także zamieszkały w niej (od lewej) róż Coralista (który pachnie tak, że cała paletka pachnie teraz oranżadą;) ), bronzer Hoola i potrójne cienie z palety Cabana Glama.
Tak prezentują się wkłady przy zamkniętej paletce.
Dodatkowo w zestawie mamy metalowe namagnesowane kółka do wklejania pod cienie (MAC nie trzyma się w niej w ogóle, Inglota i Kobo nie trzeba podklejać; mieści się w niej 9 cieni tej wielkości).
I jej wielkość w porównaniu z dużym GlamBoxem (który swoją drogą dziwnie się na czerwono odbarwił).
Jedynymi minusami paletki jakie widzę to cena ( koszt małej to wydatek ok. 60 zł, ja na moją miałam kupon zniżkowy) oraz ciężko ją wyczyścić, gdy się zakurzy.
Dodatkowo ostatnia paczuszka prosto od Brain For Sale, a w niej Benefit See & be seen Sasha - perfumy o przecudownym zapachu;)
I jak Wam się podoba? Lubicie takie palety?